[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]


SYNTEZA - ABYŚ NIE MIAŁ ZEZA

 

No cześć, drogie niebożęta. Rodzicie się i jesteście hodowani w społecznej otoczce. Nie dokonujecie więc aktów poznawczych w sposób samodzielny, wyciągając wnioski w oparciu o własne empirie i uniwersalne zasady, od podstaw wzwyż. Przyjmujecie natomiast jako pewniki kolektywne dogmaty, które albo na siłę wbito wam do łebków, albo też delikatnie zasugerowano.

Radości macie z tego co niemiara, bo na skróty zawsze łatwiej, no a poza tym, skoro wszyscy hołdujecie pewnym przekonaniom to stają się one obowiązujące w nieszczęsnym światku wpojonych wam urojeń. Dlatego trzymacie się ich kurczowo, jak tonący brzytwy.

Nie tędy jednak droga. Dysponując ludzkim umysłem i pragnąc poznać rzeczywistość w wymiarze najszerszym - bez względu na lokalnie występującą w niej dezinformację - należy bazować na własnych doznaniach pierwotnych a nie na spreparowanej dla was papce koncepcyjnych prefabrykatów.

Jeśli idziecie na łatwiznę i przyjmujecie, że mężowie uczeni wiedzą już za was wszystko a wy jedynie macie wkuwać i powtarzać usankcjonowane przez nich mantry, wówczas pozwalacie się wodzić za nos utajonym elitom, które oczywiście pragną was ukrócić, uzależnić, podporządkować i ostatecznie zniszczyć.

Natomiast ustanawiając niezależną relację JA-WSZECHBYT i pogłębiając ją konsekwentnie, niechybnie dojdziecie do pewnych oczywistości, których stadnie wytresowany motłoch absolutnie nie jest w stanie pojąć.




Prawdziwa mądrość to mądrość uniwersalna, bez względu na czas, przestrzeń i okoliczności. Dotyczy ona tego, co da się ustalić ponad wszelką wątpliwość o najtrwalszych cechach charakteryzujących rzeczywistość. A ustalać należy własnym rozumem, bazując wyłącznie na informacjach dostępnych zmysłom.

Tylko ustalenia potwierdzalne własnymi doświadczeniami są miarodajne. Polegając na danych poza zasięgiem własnych zmysłów (dostępnych na przykład poprzez specjalistyczną aparaturę) oraz na specjalistycznych analizach owych danych (przerastających twoją zdolność aby je samodzielnie przetwarzać) stajesz się poznawczym kaleką o kulach.

Tak postępując przyjmujesz na wiarę rzeczy, których sam potwierdzić nie jesteś w stanie, a więc rzeczy potencjalnie fałszywe. Na pewno można w ten sposób nabywać całą masę trafnych i przydatnych informacji, z tym że jeśli za którymś razem miałoby się okazać inaczej, to absolutnie nie będziesz o tym wiedział. Dlatego tracisz poznawczą niezawisłość z chwilą gdy na takich podstawach zaczynasz wyciągać wnioski ogólne.

Podobnie jest jeśli tworzysz światopogląd w oparciu o podszepty wielkich mędrców, zbrojnych w wiedzę tajemną. Tracisz wówczas autonomię i czynisz się podatnym na manipulacje. To co w rezultacie uznajesz za prawdę nie składa się z pewników lecz zawiera elementy dla ciebie nieweryfikowalne.

Ponadto, akceptując wnioski podsuwane ci przez tych, co to uchodzą za wielkie autorytety, bo z takich czy innych względów znają pewne aspekty otaczającego cię świata w jakimś tam stopniu bardziej dogłębnie niż ty sam, bezwiednie przyswajasz cały komplet nieprzypadkowych postaw, wartości i przekonań, jakie ci oni wpajają przy okazji.

Wszak byłoby absurdem, gdybyś oczekiwał od meteorologa, aby ci wróżył przyszłość. A jednak taki psychologiczny mechanizm jakimś cudem w nas tkwi. Na tej zasadzie uchodzący za ekspertów cwaniacy sugerują ci jak masz widzieć świat.

Zatracasz więc niezależność, suwerenność i podmiotowość. Nie widzisz już świata własnymi oczyma, lecz stajesz się zaprogramowanym pajacem.

Co gorsza, nieświadomie rezygnujesz z bezwarunkowo przysługującego ci prawa aby samemu oceniać i określać własną rzeczywistość. Nie pozwól się stoczyć w ten sposób. To wręcz tragiczny upadek!




Wszelka wiedza, duża czy mała, jest zawieszona w otaczającym ją bezkresie niewiedzy. Wiedza kolektywna, wspomagana osiągnięciami wielu pokoleń, rozwijana i potwierdzana eksperymentalnie, jest oczywiście pełniejsza od wiedzy indywidualnej. Sięga głębiej i pozwala bardziej skutecznie kształtować otoczenie oraz przewidywać rozwój wypadków. Z tych też względów jest niewątpliwie praktyczna i przydatna.

Niemniej, w sposób identyczny jak wiedza indywidualna, wiedza kolektywna opiera się o pewne zaobserwowane korelacje, które jako takie po prostu SĄ, bez najmniejszych przesłanek co do ich bardziej fundamentalnych podstaw.

Innymi słowy, wstępne fakty empiryczne, stanowiące podstawy wiedzy są bo są. Nauka wyciąga wnioski co do wynikających z nich konsekwencji, które to wnioski podlegają weryfikacji a więc są potwierdzalne. Natomiast co wstępne warunkuje empirie, jest poza zasięgiem nauki bo żadnej weryfikacji nie podlega. To już tylko i wyłącznie domena czystych domysłów oraz spekulacji.

Wniosek jest więc następujący: odnośnie podwalin wiedzy absolutnie nic nie wynika z jakichkolwiek orzeczeń wszelkich ziemskich autorytetów - naukowych, akademickich, oficjalnych, instytucjonalnych, religijnych, laickich, czy też innych.

Szewc może cię pouczać jak robić buty, lekarz jak leczyć raka, a astronom jak liczyć gwiazdy. Cześć im i chwała za ich ekspertyzy. Niemniej, nikt z nich nie wie, ani wiedzieć nie może, co charakteryzuje świat w sensie najszerszym i najogólniejszym. Ich specjalistyczne kunszty w żaden sposób nie upoważniają ich aby interpretowali ci rzeczywistość. Nikt nie może być specjalistą co do spraw najogólniejszych. W tej dziedzinie wszyscy mamy jednakowe kwalifikacje.

Dlatego nie pozwól aby żadna szarlataneria powołująca się na wiedzę zaawansowaną, a więc abrakadabra wielce tajemną, wmawiała ci czy sugerowała co w sumie jest istotne, jak jest naprawdę i w co masz ostatecznie wierzyć.

Bez względu na usilne mydlenie oczu przez żądnych władzy manipulantów, o rzeczywistości decydujesz ty sam. Nie istnieją żadne obiektywne przesłanki co do ostatecznego wymiaru wszechbytu i dlatego masz prawo samemu decydować o tym co się liczy a co nie.

Nikt posiadający taką czy inną wiedzę o otaczającym cię wymiarze lokalnym, choćby najbardziej nawet zaawansowaną, nie ma prawa wmawiać ci co leży na szczeblu ostatecznym, poza granicą poznania. O tym, podobnie zresztą jak i o własnych ideałach, decydujesz wyłącznie ty, na podstawie wewnętrznych, wypływających z ciebie kryteriów, nie zaś na podstawie narzuconych ci dogmatów.




Wiedza jest jak wymierna bryła, zaś nieznana pozostałość (niewiedza) jak otaczająca ją nieskończona przestrzeń. A więc wiedza istnieje zawsze w kontekście niewiedzy a ich proporcja jest nie do ustalenia. Dlatego jeśli rzeczywiście coś wiesz, to wiesz że w sensie ostatecznym nie wiesz zupełnie nic, tak samo z resztą jak i wszyscy pozostali.

Kiedyś znałeś swoją przytulną jaskinię, łączkę tuż obok, lasek i ścieżki, ale nie miałeś pojęcia o tym co poza horyzontem.

Potem zaś pojawiły się cztery żywioły, planeta Ziemia, no a dziś wiesz już o galaktykach, atomach, ich cząstkach, itp. Ale nadal nie wiesz jaki zewnętrzny wymiar otacza owe galaktyki, ani nie znasz składników tego, co aktualnie uchodzi za najbardziej elementarne i niepodzielne.

Być może za sto lat lub więcej pojawią się nowi geniusze, którzy poszerzą zakres wiedzy zarówno w kierunku mikro jak i makro. Znane nam dziś galaktyki, protony i neurony będą wyglądać z tej nowej perspektywy równie śmiesznie i naiwnie jak obecnie wyglądają prehistoryczne jaskinie i otaczające je ścieżki.

Ale niewiedza nadal będzie trwać i otaczać wszelkie nowe ujęcia. W nieskończonej podróży, za każdym zakrętem pojawia się nowy zakręt. Każdy odnotowany fakt opiera się o pewne nieodnotowane uwarunkowania wstępne. A te z kolei o jeszcze dalsze.

Każde odkrycie otwiera więc szereg dalszych pytań i nie zawęża lecz poszerza zakres potencjalnych możliwości. Skończony ludzki umysł może pogłębiać i doskonalić swoją wiedzę co do otaczającej go skali lokalnej, jednakże w najmniejszym nawet stopniu nie jest w stanie zgłębić NIESKOŃCZONOŚCI warunkującej wszystko to, co jest w zasięgu poznania.

Nie wiemy na przykład, czy rzeczy uchodzące dziś za fizyczne podstawy wszechświata (takie jak czas, przestrzeń, materia i energia), istnieją samoistnie, czy też być może w oparciu o pewne warunkujące je bardziej elementarne czynniki. Nie wiemy też co z kolei warunkuje owe ewentualne czynniki i czy występują one w pewnym ograniczonym wymiarze, czy też są uniwersalne i wszechobecne.

Wykluczyć nie można, oczywiście, że to co obecnie uznajemy za najbardziej trwały fundament rzeczywistości może stanowić zaledwie jedną z nieskończenie wielu modalności jakiejś bardziej esencjonalnej protoplazmy wszechbytu.

Podstawy podstaw i podwaliny podwalin a więc ta 'druga strona' nieskończoności, nadal stanowią nieskazitelną tajemnicę, zawierającą pełen zbiór równoważnych potencjałów. Owa tajemnica jest jedynym pewnikiem, odwiecznym i niezmiennym. To właśnie w jej łonie zagadkowo istnieje dostępny naszemu poznaniu wymiar lokalny, wiecznie warunkowy i nie posiadający odgórnie przypisanego mu znaczenia.

Wagę i znaczenie przypisujemy mu my, nie ze względu na obiektywne czynniki - bo do takowych z definicji nie mamy na tym szczeblu dostępu - lecz jako wyraz naszej subiektywnej natury i wewnętrznych potrzeb naszej świadomej jaźni. My indywidualnie - każdy z osobna, bo nikt nie stanowi autorytetu dla innych co do wymiaru pozbawionego obiektywnych kryteriów.

Dlatego stajesz się człowiekiem dopiero z chwilą, gdy odrzucasz wszelką indoktrynację i nawiązujesz własną, indywidualną relację pomiędzy SOBĄ-A-NIESKOŃCZONOŚCIĄ.




A więc, oto co wynika z absolutnej niewiedzy, będącej dla wszystkich odwiecznym, wspólnym mianownikiem: najbardziej krytyczny aspekt rzeczywistości, ten na którym opiera się cały znany nam świat, pozostaje całkowicie poza ludzkim poznaniem. Dlatego też nie imają się go żadne obiektywne kryteria.

Tak zawsze było, jest i będzie - bez względu na to, jak bardzo poszerzamy wiedzę w skali lokalnej. Z tego też względu każdy ma prawo sięgać po własne, subiektywne kryteria aby ustanawiać indywidualną relację z CAŁOŚCIĄ.

Każdy z nas, duży czy mały, ma więc jednakowe podstawy aby czynić równie uzasadnione/nieuzasadnione interpretacje co do szerszej wymowy rzeczywistości. I nikt nie jest w stanie ich obalić, bo w nieweryfikowalnym wymiarze wszystkie hipotezy są równorzędne. W tym sensie każdy ma własny, indywidualny dostęp do Boga, czyli prawo aby ustanawiać własny punkt odniesienia i w oparciu oń dokonywać własnych ocen co do wszelkich przejawów rzeczywistości. Wynika z tego całkowita wolność oraz równość wszystkich wobec wszystkich.

Byt na Ziemi zaczyna się więc ten sposób: jako autonomiczna istota osadzona w tle dziewiczej natury, odnajdujesz tu swój modus vivendi i opierasz go o pewne arbitralne założenia co do najszerszego wymiaru wszechbytu.

Bez względu na to, czy są to naiwne uproszczenia, czy też wyszukane i dopracowane domniemania, stanowią one odzwierciedlenie twoich wewnętrznych czeluści. W ten oto sposób dokonujesz projekcji zawartych w tobie esencjonalnych cech i wartości na otaczający cię zewnętrzny świat.

Twoi pobratymcy o równie uniwersalnej orientacji niewątpliwie stworzą sobie inne wyobrażenia, jednakże opierać je będą o podobne wartości - nie wymuszone, lecz wbudowane w ludzką naturę na pierwotnym szczeblu.

W rezultacie powstanie wspólna rzeczywistość na szczeblu społecznym. Będzie ona przesiąknięta przyjętymi przez was zasadami i będzie posiadać unikalny wkład każdego z was. Każdy w pewnym stopniu tworzy swoje otoczenie i wpływa na zbiorowość. Każdy zostawia tu swój ślad. W ten oto sposób ludzka świadomość tworzy, kształtuje i określa byt. Twoje życie ma więc dlatego wartość i sens. Na tym właśnie polega wolność.

Z tego też względu należy cenić i chronić rodzimą kulturę, powstałą samoczynnie i spontanicznie na przestrzeni wieków. Stanowi ona bowiem wyraz naszej pierwotnej natury, bez względu na okaleczenia jakich z czasem doznała z rąk historii.

 

*            *            *

 

Cóż, w skończonym ziemskim wymiarze, społeczeństwa nie pozostają wiecznie w dziewiczej izolacji. Od niepamiętnych już czasów świat ludzkich relacji to naczynia połączone. Jedni wpływają na drugich i z tego względu wszyscy mogą zarazić się aberracjami wypaczonych i zdegenerowanych plemion. Tak też się stało i dlatego pewne istotne relacje międzyludzkie, a szczególnie zaś te łączące klasy społeczne, dominuje dziś jednostronna konkurencyjność, obłuda i utajona wrogość.

Jeśli pozwolisz sobie zatracić własny punkt odniesienia, to natychmiast znajdą się tacy, co z chęcią przejmą wynikający z tego energetyczny potencjał. Twoja słabość i samo-negacja jest dla nich wzmocnieniem i afirmacją. Twoja strata jest ich zyskiem. Usilnie próbują więc podważyć twoją podmiotowość a tym samym umocnić własną.

Wielcy kapłani utajonych elit to inżynieria społeczna. Chcą cię pogrążyć w zbiorowym kokonie globalistycznej cywilizacji, tak aby utrącić twoją indywidualną relację z szerszym wszechświatem. Pracują usilnie nad tym, abyś widział siebie tylko w odniesieniu do lokalnych struktur społecznych, które dla ciebie definiują. Nieskończoność podmieniają ci na zero. Negujesz więc nieskończony potencjał i uznajesz, że istnieje tylko to o czym już wiesz i to co widzisz. Nie wysuwasz nosa poza wymiar przyjętych konwencji społecznych. Nie tworzysz już własnego świata. Nie określasz bytu samodzielnie, własną świadomością.

Wręcz przeciwnie, manipulowane przez samozwańczych nadludzi warunki społecznego bytu kształtują cię i określają twoją świadomość. Nie zostawiasz już po sobie żadnego śladu. Jesteś tylko marionetką, ślepym narzędziem w ich rękach.

Satanistyczne elity nie uznają wolności ani równości ludzkiej. Mają się za wybranych i tajemnie pretendują do rangi bogów, spychając wszystkich pozostałych w zezwierzęcenie i upodlenie.




Przed pięcioma tysiącami lat powstał starożytny Egipt i trwał bez mała lat trzy tysiące. Jest on wręcz idealnym modelem dla satanistycznych elit. Każdy tyran, totalitarny władca czy żądny absolutnej władzy despota skwapliwie potwierdzi, że lepiej niż w Egipcie być nie może.

Tam faraon był bogiem, a wielcy kapłani pół-bogami. W jakiś wymyślny sposób tak omamiono tamtejszą ludność, że nie wybiegała już myślą poza ramy społecznych norm. Egipcjanie całkowicie zrezygnowali z samostanowienia i własnego widzenia świata na rzecz ślepego posłuszeństwa wobec hierarchicznych struktur władzy.

Wolni, niezależni ludzie, żyjący dla siebie i ceniący indywidualizm, nie będą nikomu wznosić piramid. Piramidy wznosi się tylko dysponując posłusznymi niewolnikami. Oczywiście, potrzebna jest jeszcze w tym celu świetna organizacja, dalekowzroczne planowanie oraz sprawna władza centralna.

Sam kształt piramidy to symbol hierarchicznego państwa, gdzie wszystkie warstwy społeczne są podporządkowane nadrzędnej elicie. Zaś fakt, że piramidy powstały, świadczy o stabilności ówczesnego systemu. Po latach Egipt upadł, ale w wyniku wojen, nie zaś wewnętrznej restrukturyzacji. Jednakże, receptura na tworzenie niewolniczej mentalności oraz podwładnych struktur społecznych przetrwała do dziś.




Niejaki Adam Wieshaupt, niemiecki Żyd, satanista i były jezuita, wielce fascynował się starożytnym Egiptem. Pierwszego maja 1776 roku, przedstawił on ówczesnej masonerii plan, który opracował aby wprowadzić władzę absolutną na skalę światową. Był to plan ustanowienia Nowego Porządku świata (NWO). Plan ów powstał w oparciu o egipskie wzorce. Został też wówczas stworzony satanistyczny zakon ILLUMINATI, który od tego czasu konsekwentnie dąży do realizacji owego planu.

Dziś plan ten jest w rękach globalistycznych elit, dążących do poszerzania brytyjskiego imperium na cały świat. Realizują go centralne banki, skoligacone głównie z angielsko-żydowską, jak i również europejską arystokracją, masonerią i satanistycznym zakonem Illuminati. To one de facto rządzą tzw. zachodnią cywilizacją. Nic w tym dziwnego - w dzisiejszym świecie jedynie ci co to posiadają przywilej generowania nieograniczonych środków finansowych są w stanie realizować plany na tak wielką skalę.

Dla wprowadzenia globalizmu od lat wywoływane były przeróżne wojny, w tym światowe. W tym też celu został sfinansowany komunizm oraz faszyzm, a obecnie po to wywołuje się terroryzm. Zgodnie z wytycznymi programu Wieshaupta, komunizm dążył do obalenia religii (przede wszystkim katolickiej), rozbicia instytucji rodziny (jako podstawowej struktury społecznej), likwidacji prywatnej własności (jako dźwigni niezależnego bytu) oraz utrącenia poczucia tożsamości narodowej. Realizacja tych samych celów odbywa się obecnie w UE w nieco bardziej skryty i wyrafinowany sposób, pod ideologicznym płaszczykiem liberalizmu.

Z chwilą gdy Bóg, ojczyzna, rodzina oraz własny sposób na przetrwanie przestają mieć dla ciebie znaczenie, stajesz się bezideowy, pozbawiony etyki i wyizolowany. Nie posiadasz już dłużej żadnej drogiej ci wizji rzeczywistości, wobec czego nie angażujesz się w nic za jej sprawą. Zdajesz się całkowicie na SYSTEM, który ci wszystko określa i wytycza. Powoduje tobą najwyżej już tylko chciwość i strach. Jak zwierzątko, reagujesz na kij i marchewkę w sposób machinalny, w stu procentach przewidywalny. I takim oto cię chcą.

Czy to przypadek, że na amerykańskich banknotach jednodolarowych widnieje piramida opatrzona w masońskie symbole? Czy to przypadek, że ciągłe agitacje mediów godzą w nasze tradycje i rodzime wartości? Czy to przypadek, że stale idealizują i zachwalają nam spłyconą angloamerykańską podkulturę? Jeśli nie staniesz się człowiekiem już teraz, to wkrótce będziesz wznosił satanistom piramidy.

 



[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]
 

   Po angielsku

 
Copyright © 1997 - 2017 by Andrzej Wodzianicki
Email us at aw@cmncore.org