[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]


CZEMU FILOZOFIA?


To, że konkretny człowiek jadł danego dnia na kolację kanapki z serem zdecydowanie może być rzeczywistym faktem, ale odnotowanie tego faktu nie pociąga za sobą zupełnie nic doniosłego.  A więc konkret, taki jak jedzenie przez kogoś kanapki z serem, pozostaje bez szerszego zastosowania poza samym wydarzeniem.   Obciążanie nim pamięci i umysłu jest bezcelowe.

 Ustalenie natomiast co powoduje człowiekiem, pomijając już jego wieczorny jadłospis, może się okazać wspólne dla wielu milionów ludzi, a to już Wiedza z wielkiej litery.  Będziemy tu mieli regułę, którą można będzie stosować nie tylko w odniesieniu do wszystkich tu i teraz, ale również i w przyszłości.

Mamy więc wiedzę w obydwu wypadkach.  Z tym, że wiedza o konkretach to strata czasu, podczas gdy wiedza o regułach to samo sedno mądrości.

Aby wyrazić coś istotnego, co wychodzi poza zwykłą powierzchowność i małostkowość, należy mówić o regułach, czyli o tym wszystkim co jest nam wspólne i ponadczasowe.   W ten sposób zdobywamy wiedzę uniwersalną.

*            *            *


Gdy przychodzimy na świat, nie różnimy się zbytnio od siebie we wczesnych stadiach rozwoju.  Szybko pojmujemy czym jest ból a czym przyjemność.  Uczymy się co znaczy ciepło i zimno.  Potrzeba nam pokarmu i obecności innych ludzi w naszym otoczeniu.  Przeważnie tymi ludźmi są nasi rodzice. 

Poznajemy kolory, dźwięki, zapachy, odróżniamy kształty.   Niektóre rzeczy smakują nam, inne zaś nie.  Dowiadujemy się czym jest dotyk.  Odróżniamy bezpieczeństwo od zagrożenia a radość od smutku.   W pierwszym rzędzie poznajemy więc parametry własnej świadomości, czyli subiektywną stronę istnienia.

Następnie intuicyjnie, aby nie rzec instynktownie, zaczynamy pojmować czas i przestrzeń.  Później przychodzi kolej na następstwa w czasie, czyli  przyczyny i skutki. 

Z tego zaś wynika logika, więc przyswajamy sobie tę ostatnią, choć nikt nas jej nie uczy, ani nawet, nie nazywa po imieniu.  Obcując ze światem ostrzymy ją i przekształcamy w umiejętność logicznego rozumowania.

I oto podstawowy aparat poznawczy na życie.   O ile nasz wczesny rozwój był w miarę normalny, posiadamy go wszyscy, bez względu na szerokość czy długość geograficzną naszego miejsca urodzenia.   Przedmiotem poznania jest zaś cały otaczający nas świat,  włączając w to również sam fenomen świadomej jaźni.

Z takim ekwipunkiem możemy już rozpoczynać zdobywanie wiedzy.  Będzie to tworzenie wewnętrznej ‘mapy’ odzwierciedlającej naszą wspólną rzeczywistość w naszych indywidualnych psychikach.   W jakim czynimy to celu?  Świat jest dla nas polem, w którym dążymy do jak najsprawniejszego zaspakajania naszych potrzeb, aby utrzymać się przy życiu i poprawiać jego jakość.  Do tego potrzebna nam jest mapa terenu. 

Bardzo wielu z nas koncentruje się na tych działaniach wyłącznie i niepodzielnie.  Chodzi im o praktyczne posunięcia i konkretne zdobycze.   Samo tło tych rozgrywek jest im jednak obojętne.  Wiedza jako taka jest dla nich nieistotna.  Liczą się tylko praktyczne konsekwencje płynące z jej posiadania, bądź też z jej braku.  Wielu ludzi pozostaje na tym etapie przez całe życie. 

*            *            *


Inni z kolei, w pewnym stadium rozwoju zaczynają się zastanawiać czym jest samo tło i czym jest odzwierciadlająca je jaźń.  Stanowi to autentyczną potrzebę wiedzy i kolosalny skok, czyniący ich ludźmi prawdziwie myślącymi..  Odczuwają oni głód  zrozumienia spraw ogólnych, bez żadnego związku z napełnianiem brzucha czy folgowaniem namiętnościom.  Nie wynika to bynajmniej z jałowej   ciekawości.  Po prostu ci którzy myślą głębiej, walcząc o byt dostrzegają w otaczającym ich świecie cały łańcuch powiązań i przeróżnych zależności.  Ich bardziej wnikliwa inteligencja sięga więc głębiej w niezgłębiony wszechświat i zaczyna stawiać nasuwające się pytania.    

Tu należy zrobić drobną dygresję, odnośnie niektórych pseudomyślących.  W związku z tym, że istnieje w obecnej dobie historycznej kult wiedzy, zdarza się, że zainteresowanie nią wykazują ci którym może to przynieść przeróżne praktyczne korzyści.  Nie jest to jednak autentyczny głód wiedzy w ich przypadku.  Dla nich społeczny awans jest celem sam w sobie, a filozofia jako taka jest zaledwie narzędziem służącym do jego osiągnięcia. 

Rzeczywisty Homo Sapiens pojmuje, że nie pojmuje.  Doskwiera mu świadomość, że otaczający go świat nie jest znany w pełni , ale urywa się gdzieś i przeradza w niewiedzę.  Fragment nie satysfakcjonuje, bo jest nielogiczny.  Chce więc wiedzieć co kryje się za horyzontem.  Podejrzewa, że właśnie tam leży sedno tajemnicy.  Trawi go poczucie zawieszenia w nieokreślonym kontekście, co wiąże się z niepewnością losu, w morzu nieprzebranych możliwości.  Potrzebuje więc jednoznacznych odpowiedzi.

I tu z pomocą przychodzi mu ludzka wspólnota.  Posiada ona wiele lekarstw, na trapiącą go dolegliwość.  Są więc religie, jest nauka, są różne filozofie, istnieją ideologie, są też atrakcyjne tematy zastępcze, usprawiedliwienia dla ucieczki od pytań oraz bardzo leczniczy stan zobojętnienia.  Nic więc prostszego jak wybrać, wziąć z półki i do kasy.

Nasz Homo Sapiens odniesie wiele korzyści z ładnie opakowanego sposobu na życie.  Po pierwsze nie będzie musiał sam borykać się z zawiłościami bytu ogólnego.  Po drugie, będzie miał wokół siebie rzesze współwyznawców, podtrzymujących go w słusznych przekonaniach.  A poza tym, produkt rzeczywiście przyniesie mu ulgę.   Zniknie doskwierający głód.   Będzie rozporządzał całym asortymentem gotowych, wygodnych i jakże błogich odpowiedzi, ubranych w okrągłe zdania i ‘właściwą’ terminologię.


*            *            *


Ceną tego zakupu, będzie jednak poddanie się wątpliwym autorytetom i zrezygnowanie z widzenia świata własnymi oczyma.

A co, jeśli człowiek myślący nie zechce zapłacić tej ceny?  Wówczas będzie zdany już tylko na samego siebie.  Jak ma więc postąpić?   Ano, oczyścić umysł z wszelkich naleciałości, wyzbyć się  bezwiednie przyswojonych przekonań, postawić WSZYSTKO pod znakiem zapytania, wrócić do wstępnego etapu poprzedzającego wiedzę opartą o symbolikę i rozpocząć wszystko od nowa, w oparciu o bazę własnych podstawowych doznań oraz umiejętności wyciągania logicznych wniosków.  Wówczas dopiero odnajdzie swój własny głos a za razem ogólnoludzki, wspólny mianownik.  Oto prosta recepta na autentyczne WYZWOLENIE!

Jeśli człowiek wyrobi w sobie nawyk aby podchodzić do świata niezależnie i bez żadnych uprzedzeń, będzie musiał włożyć wiele wysiłku w kultywowanie poszukiwanej wiedzy.   Będzie to polegało na samotnych zmaganiach z różnorodną i przebogatą manifestacją bytu.  Każde doświadczenie będzie stanowiło podstawę do wysunięcia interpretującej je hipotezy.   W świetle późniejszych doświadczeń hipotezy będą doskonalone.  Jeszcze później, w wyniku odkrytych sprzeczności prawie idealne hipotezy będą obalane i zastępowane nowymi.  Cały czas będą trwać próby, aby ująć całość w ramy jakiejś  logicznej, uniwersalnej, spójnej i jednolitej zasady.  Raz po raz będą spełzać na niczym.   Proces ten może trwać latami.  W jego wyniku wykształci się w człowieku pewien zwięzły model wysoko zorganizowanych, zintegrowanych abstrakcji, określających główne zasady działania rzeczywistości i jej podstawowe cechy. Do pełnego zrozumienia nie dojdzie, choć będzie ulegać ono doskonaleniu przez resztę życia.   Czyż można się dziwić, że z pominięciem nielicznych wyjątków wolimy dreptać po wydeptanych ścieżkach?

*            *            *


Jaki pożytek płynie z podjęcia tak  gigantycznego wysiłku, jakim jest samodzielne tworzenie obrazu świata?  Po prostu dochodzi do uściślenia tego co istotne DLA danej jednostki.  I w tym właśnie tkwi cały sens prawdziwej FILOZOFII.

Człowiek nadaje pewien całokształt wszelkim dostępnym mu przejawom bytu.  Ujmuje całość w pewien usystematyzowany schemat, który czyni rzeczywistość bardziej przejrzystą.  Ustala co w niej ważne a co nie.  Decyduje co jest trwałe i niezawodne, a co liche.  Rozstrzyga co się da badać i poznawać, a co nie.

O tym, czy dana  filozofia jest dobra decyduje sam człowiek, na podstawie wewnętrznych, subiektywnych kryteriów.  Model, który sobie wypracował po prostu musi go zadowalać aby został przyjęty.  Z tym, że model tak na prawdę NIE MOŻE zadowalać jednostki, jeżeli nie ma w nim należytego miejsca dla podmiotu, czyli dla tejże samej jednostki.

Pod tym względem, samodzielnie wypracowana filozofia zawsze będzie górować nad większością tych przyswojonych.  Jest tak dlatego, że duch naszej epoki programowo pomija PODMIOT.  Za równo w nauce, jak i we wszelkich odmianach współczesnej  nihilistyczno-racjonalnej, materialistycznej myśli filozoficznej, ludzki podmiot, człowiek, zasługuje co najwyżej na opis, ale nie na pierwszoplanowe miejsce w systemie wartości.

A co w ogóle da się uściślić?  I tu nagle wielkie zaskoczenie.  To, co uniwersalne!  Dla wychowanego na konwencjach ucha zabrzmi to paradoksalnie.  Bo niby jak można poprzez subiektywne poszukiwania dojść do prawd ogólnych?  A jednak...  Nie powinno to w sumie nikogo aż tak dziwić, biorąc pod uwagę, że konwencjonalne myślenie obiektywne napotyka nie na takie paradoksy gdy mowa o strunach, kwarkach, fotonach, neutrinach, bądź zachowaniu obiektów z odległych galaktyk.

Doceńmy więc wszystkim dostępne, choć zaniedbane możliwości płynące z konsekwentnego uprawiania obserwacji, introspekcji, refleksji, medytacji oraz rygorystycznego rozumowania.  Ustalić więc da się co następuje:

Wiedza o otaczającym nas świcie fizycznym jest wiedzą niepełną.

ZAWSZE towarzyszy nam Niewiedza, która jest stałą Niewiadomą.

Dostępny nam świat fizyczny rozpościera się pomiędzy dwoma biegunami: mikro-wymiarem, jako granicą najmniejszych rozpoznawalnych elementów oraz makro-wymiarem, jako najszerszym dającym się pojąć kontekstem.  Wszelkie 'poza' z jednej i z drugiej strony to Niewiedza, w której zawieszony jest nasz świat.  Świat więc wyłania się z Niewiadomej i znika gdzieś w Niej, podobnie jak my sami.

Wiedzę można poszerzać na makro szczeblu oraz pogłębiać na mikro szczeblu, jednakże będzie to stanowiło jedynie odsunięcie Niewiedzy odrobinę dalej.  Jej wartość to  niewiadoma, która zawsze pozostaje stała, co z kolei czyni całą osiągniętą już wiedzę wiecznie warunkową.

Ciekawostką jest, że rzeczywistość fizyczna wykazuje większą trwałość i stabilność w pobliżu swoich granic z Niewiedzą,  niż w środku spektrum gdzie znajduje się obserwujący ją człowiek.  Zauważmy, że galaktyki i 'wszechświaty' zmieniają się w skali czasowej tak ogromnej, że z praktycznych względów można je uznać za niezmienne.  Atomy, a tym bardziej ich składowe cząstki, też są stabilne i niezmienne.  Natomiast nasze bezpośrednie otoczenie to domena ciągłych zmian i szybkich przeobrażeń.

W cieniu (a może w świetle) Niewiadomej, wszystkie domniemania co do ostatecznych cech wszechświata są równie uzasadnione jak i nieuzasadnione.  Dlatego NIE MA autorytetów.  Każde stwierdzenie odnośnie pierwotnych cech świata fizycznego, obojętnie z czyich pochodzące ust, w ostateczności jest tylko hipotezą i opiera się na WIERZE.

Można badać dostępny nam świat empirycznie oraz dążyć do podporządkowania sobie otoczenia, jednakże niezmienna, ale jakże brzemienna w potencjalne konsekwencje obecność Niewiadomej, czyni wszelkie ustalenia warunkowymi.  Jest więc ona jako taka godną odnotowania i określenia do Niej stosunku - coś, co nasza schyłkowa cywilizacja zachodnia programowo pomija.

Wiecznie nam towarzysząca Niewiadoma nie jest zapewne wartością zerową.  Choć z definicji nie możemy określić jej wartości, w rzeczywistości  posiada ona JAKĄŚ, konkretną wartość.  Choć Niewiadoma warunkuje absolutnie wszystko, niczego nam nie gwarantuje a jednocześnie zupełnie niczego nie wyklucza.  Wręcz paradoksalnie, mamy więc pełne prawo co do wszelkich wyobrażalnych o Niej hipotez, podczas gdy brakuje nam jakichkolwiek ku nim przesłanek.  I na tym właśnie polega nasza WOLNOŚĆ.

Tu również odnajdujemy miejsce dla potrzeb metafizyki, parapsychologii, mistyki i religii.  Cały mieszczący się w nas zasób naszych ludzkich obaw, nadziei, tęsknot, pragnień i niepewności znajduje w Niewiadomej należyte miejsce na dowolne projekcje i pozwala oczekiwać ich spełnienia.  Niewiadoma to Bóg bez idola.


*            *            *


W świetle Niewiadomej, uzmysławiamy sobie, że przyjęte konwencje są ostatecznie dowolne.   Obecnie panujące konwencje trwają nie na zasadzie jakiejś odgórnej słusznej  racji, lecz na zasadzie inercji przypadkowo ustalonego układu.   W związku z tym, aby przebudować układ należy ustanowić nowe, sensowne konwencje. W tym celu należy przyjąć takie założenia wstępne, które okażą się budujące i utwierdzające dla nas.  Z drugiej zaś strony, należy odrzucać takie założenia, które okazują się deprymujące lub negujące naszą podmiotowość. 

Mówiąc inaczej, istnieje odgórna dowolność odnośnie pierwotnych założeń.  A konwencje wynikające z przyjętych  założeń mogą nas albo ograniczać albo uskrzydlać.  Aby żyć  w sposób optymalny należy obrać założenia, które nas budują, a nie te, które nas usuwają w cień.  Ma to zastosowanie zarówno dla jednostek jak i dla całych narodów i społeczeństw. 

Tu pojawiają się dwie trudności: pierwsza, to czy będziemy w stanie dostrzec jakie konsekwencje wynikają z jakich założeń, a druga to umiejętność przełamania starych, głęboko zakorzenionych konwencji.  Na przykład, zastąpienie światopoglądu opartego na materializmie światopoglądem uznającym pierwotną rolę świadomości zaowocuje samoutwierdzeniem, pomijając już okres przejściowy kiedy to sama zmiana pociągnie za sobą pewną niestabilność.  

W świecie zewnętrznym nie ma ucieczki przed względnością i dualizmem, które są  konsekwencją stale obecnej Niewiadomej.  Pewniki o jednoznacznej wymowie mogą być natomiast odnalezione na gruncie bezpośrednich doznań subiektywnych.  Ani ból zęba, ani radość, ani też smak winogron nie są, same w sobie, w żaden sposób względne czy dwuznaczne.  Jedynie treści obiektywne, wtórnie przypisane tym doznaniom, mogą okazać się złudne.  Z tego też względu, należy przedefiniować świat i określić go nie we wtórnych kategoriach ‘obiektywnych’, ale w kategoriach bezpośrednich doznań świadomych.

Według przyjętego, deprymującego nas modelu, fizyczne bądź materialne struktury to, mówiąc językiem matematycznym, ZMIENNE NIEZALEŻNE a warunkowany przez nie fenomen świadomości to ZMIENNA ZALEŻNA.  Należy zaś przyjąć wręcz odwrotnie.  Nadrzędna świadomość niech będzie ZMIENNĄ NIEZALEŻNĄ, determinującą świat fizyczno-materialny.  Konwencje płynące z takiego założenia będą skutkować dla nas afirmacją.

Podstawowa relacja ŚWIAT_FIZYCZNY A WIELKA_NIEWIADOMA może z powodzeniem zostać zastąpiona relacją ŚWIAT_ŚWIADOMOŚCI A WIELKA_NIEWIADOMA.

Ta pierwsza relacja, bliska konwencjonalnym założeniom, jest skutkiem mylenia wtórnych treści odzwierciedlanych w świadomości, błędnie uznawanych za ‘obiektywne’,  z niezależnym rzeczywistym bytem obiektywnym tejże świadomości.  Pociąga to za sobą domyślną negację podmiotu przy jednoczesnym wywyższeniu przedmiotu. 

Ta druga zaś stanowi sprostowanie, w wyniku którego świadomy podmiot zostaje uznany za istniejący bardziej zasadniczo i bardziej ‘obiektywnie’ niż jakakolwiek odwzorowana w nim rzekomo ‘obiektywna’ treść, stanowiąca przedmiot jego poznania.

Nie będzie więc już dłużej potrzeby aby szukać podstaw dla fenomenu świadomości w kategoriach materialnych, fizycznych procesów.  Można natomiast będzie odnajdywać trafną modalność doznań świadomych dla oddania kategorii zewnętrznie istniejących fizycznych struktur czy procesów.

Brzmi to w pierwszej chwili dość dziwacznie, ale nie pociągałoby to za sobą żadnych konsekwencji jeśli chodzi o praktyczną stronę nauk stosowanych czy techniki.  Sprowadzałoby się to zaledwie do prawidłowego postrzegania co tu jest pierwotne a co wtórne.

Po przeprowadzeniu korektywnego przedefiniowania, zarówno Świat Fizyczny jak i Wielka Niewiadoma nie istniałyby już dłużej po prostu tak, w pustce, ale w ścisłym odniesieniu do pojmującego je podmiotu, a więc jako przedmiot ‘wyświetlany’ na pierwotnie istniejącym ekranie (jego) świadomości.

Istnienie więc to nic innego jak manifestacja DLA Świadomości.  Ujmując rzecz inaczej, świadomość jest koniecznym warunkiem wstępnym, aby cokolwiek mogło zaistnieć.  Istnienie poza świadomością jest absurdem.

Pomijając już fakt, że Niewiadomej nie da się określić w sensie absolutnym, niemniej można, a nawet trzeba, przypisywać Jej cechy, które chcemy widzieć odzwierciedlane w otaczającym nas świecie. 
 
Przypisanie Jej świadomej podmiotowości staje się więc pełnoprawnym a zarazem logicznym aktem wiary, owocującym dalszym utwierdzaniem naszej podmiotowości.

Jednostka jest więc w stanie odnaleźć swoje prawowite miejsce w szerszym kontekście bytu ogólnego i określić podstawowy stosunek łączący ją z tym bytem.  Jej pozycja jest tu pierwszoplanowa vis-a-vis Wielkiej Niewiadomej.  Spełnia się więc cel pierwotnej potrzeby filozofii.

Mamy powrót do przed Kopernikowskiego centralizmu człowieka we wszechświecie, tyle że opartego na wartościach a nie dogmatycznych wyobrażeniach o świecie fizycznym, oraz bez negacji poznawczej roli nauki i racjonalnej myśli.

Jako drugorzędny cel, można wówczas obrać sobie przekazanie własnych filozoficznych dociekań innym. 


*            *            *


Była już mowa poprzednio, że subiektywne wrażenia wywołane przez zmysłowe bodźce oraz elementarna logika stanowią nasz podstawowy aparat poznawczy.  Na tym etapie nie istnieje jeszcze koncepcja świata zewnętrznego i subiektywna świadomość stanowi jednolitą całość – uniwersalną i pozbawioną indywidualizmu.

Następny etap prowadzi już do rozczłonkowania.   Tu uczymy się co wynika z pośrednich relacji ze światem obiektywnym.  Aby przełożyć znaczenie obiektów w świecie zewnętrznym na język bezpośrednich subiektywnych doznań potrzebna jest symbolika.

Niestety, nie posiadamy uniwersalnej symboliki, ani też nie mamy umiejętności przekazywania sobie na wzajem wiedzy i wewnętrznych stanów i drogą telepatii.  Posługujemy się więc językami, które są niedoskonałe.  

Do tego jeszcze dochodzi nasza wrodzona skłonność aby ujmować płynną ciągłość, którą jest rzeczywistość w kategoriach  sztywnych, fragmentarycznych koncepcji, którym przypisujemy niezależny byt gdy je tylko zdefiniujemy.  Zaczynamy więc mylnie uznawać to co subiektywnie nazwane za obiektywnie istniejące.

I tu zaczyna się istna wieża Babel.  Symbolika jest dowolna.  Obieramy arbitralne symbole które mają sens dla nas jedynie w wąskim kontekście.

Początkowo kontekst sugeruje rodzina i dom.  W dalszej kolejności systemy znaczeniowe są dyktowane przez środowiska.  Biznesmen zamieszkuje zupełnie inny świat niż inteligent, choć obydwaj, być może, mieszkają w tym samym mieście.

Później rolę odgrywają wspólnoty językowe.  Z tego względu, inaczej interpretujemy świat rodząc się w Polsce aniżeli, na przykład, we Francji.

A jeszcze dalej, indywidualne doświadczenia wynikające z obcowania ze światem różnicują nas w jeszcze głębiej, tak że każdy widzi świat zdecydowanie inaczej.  Dlatego na tym etapie nasza wiedza uniwersalna jest już tylko drobnym ułamkiem naszej wiedzy i wcale nie jest rozpoznawana jako taka.

Każda próba przekazania myśli, w większym bądź mniejszym stopniu podlega zniekształceniu – kłania się tu druga zasada termodynamiki. Schemat jest następujący:  subiektywny obraz u przekazującego  -> transkrypcja na obiektywne symbole językowe  -> subiektywny obraz u odbiorcy. Zniekształcenie usiłujemy zminimalizować posługując się jak najprecyzyjniej dostępnym nam językiem.

Wykształcenie ujednolica nieco rozczłonkowanie niektórych symboli, ale za cenę akceptacji ustalonych dogmatów – równie przypadkowych jak i pozostała symbolika, z tym że chóralnie  okrzykniętych.  Wynikiem tego mogą być praktyczne osiągnięcia nauki.

Dyscypliny zajmujące się konkretnymi aspektami świata zewnętrznego, na przykład chemia, fizyka czy matematyka, wytwarzają specjalne terminologie, dzięki którym specjaliści mogą się porozumiewać i osiągać zamierzone rezultaty – empiryczna sprawdzalność rezultatów potwierdza stosowność terminologii.

Języki wąskich dziedzin naukowych to jednak nie język powszechny.  Opanowanie ich wymaga czasu i wysiłku.  W związku z tym, dyskusje naukowe są niedostępne dla ogółu.

Ponadto, język nauki precyzyjnie odnosi się wyłącznie do zjawisk obiektywnych, opisywanych w kategoriach ilościowych.

I co teraz z  filozofią?  Najpierw należy wyeliminować  z dyskusji wszelką ‘obiektywną filozofię stosowaną’, typu marksizm.  Narzucanie ludziom filozofii i wymuszanie posłuchu dla arbitralnych dogmatów to wynaturzony absurd oraz zupełne  zaprzeczenie rzeczywistej filozofii.

Prawdziwa filozofia, w odróżnieniu od nauk ścisłych, nie da się weryfikować empirycznie, bo obok dających się artykułować idei w jej skład wchodzi też subiektywna skala wartości.  Ta zaś jest skalą jakościową, której  nie sposób przedstawić obiektywnie w kategoriach ilościowych.  Można ją już tylko postulować inferencyjnie.

Zniekształcenie w przekazie może być więc znaczne.  Przekazujący nie ma gwarancji, że będzie w stanie werbalnie wywołać u innych takie stany wewnętrzne jak te, które skłoniły go do podjęcia próby przekazu.  Nie werbalne metody przekazu często okazują się najskuteczniejsze.  Do tego jednak konieczny jest bezpośredni kontakt między ludźmi.  Paradoksalnie wręcz, co do subiektywnego wartościowania, a więc co do spraw najważniejszych z punktu widzenia jednostek, ‘wyczucie na intuicję’ może być najlepszą drogą  porozumienia.

Aby powiedzieć coś wiążącego o tym co stosuje się do wszystkich, trzeba jakoś przeskoczyć trudności związane z rozliczną symboliką.  Aby osiągnąć powszechne zrozumienie powinien być użyty najbardziej ogólny, wszystkim dostępny język.  Kwestie złożone powinny być przekazane opisowo i przybliżone przez stosowne analogie, zamiast uciekania się do ezoterycznych terminologii.

Jedność i uniwersalizm istniejący na szczeblu stanów subiektywnych, mogą być wydedukowanie na podstawie ich spójności z dającą się zaobserwować analogiczną jednością strukturalną i funkcjonalną naszych komórek, tkanek i organizmów.

Kluczowe jest jednak ich przyjęcie z załażenia, bez względu na przesłanki i bez konieczności żadnych motywujących dowołań.



[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]
 
Copyright © 1997 - 2017 by Andrzej Wodzianicki
Email us at aw@cmncore.org