[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]


NIEWIADOMA


Już sama nasza potrzeba aby dążyć do wyjaśnień świadczy o zasadniczej wątpliwości, jaka jest wbudowana w ludzką psychikę. Doskwiera nam pierwotna, wiecznie domagająca się zadośćuczynienia, niepewność. Oszukujemy ją cały czas pseudo-wyjaśnieniami i karmimy zakłamaniem.

Rzadko myślimy o tym co tak naprawdę kryje się pod cienką warstwą beztroskich uproszczeń, z którymi jest nam na co dzień tak wygodnie. Gdzie mieści się nasz świat, gdzie jest nasze TUTAJ? Jaki jest szerszy, nieznany nam kontekst tego co nas otacza?

Możemy uznać za pewnik, że rzeczywistość rozpościera się znacznie dalej, niż sięga nasza wiedza. Ta część rzeczywistości, która jest dostępna naszemu poznaniu ma taką a nie inną wymowę ze względu na fakt, że jest osadzona w rzeczywistości szerszej, warunkującej ją i determinującej jej charakter.

A jednak nie zadajemy sobie trudu, aby przemyśleć jak wielce rozbieżne może w ostateczności okazać się znaczenie różnych naszych dążeń, wysiłków czy osiągnięć w świetle tych nieznanych, a przecież jakże realnych i brzemiennych w potencjalnie nieobliczalne konsekwencje, czynników. Wniosek z tego taki: ostateczna prawda, którą jesteśmy w stanie pojąć, jest taka, że OSTATECZNA PRAWDA jest dla nas niedostępna i pozostanie poza naszym zrozumieniem, przynajmniej z obecnej perspektywy ziemskiego życia.

Ze względu na stale towarzyszącą nam NIEWIADOMĄ co do spraw zasadniczych, wszystko co nas otacza jest lokalne, warunkowe i niepełne. Oznacza to, że nawet to co najtrwalsze, według naszych zwykłych doświadczeń, ma prawo, (choć nie musi) okazać się całkiem zawodne, zaś coś czego zupełnie nie podejrzewamy może (choć nie musi) okazać się kluczowo istotne.

Nieznajomość podwalin rzeczywistości pociąga za sobą właśnie takie logiczne konsekwencje. Powinniśmy wobec tego być wiecznie gotowi na najdogłębniejsze przeobrażenia, które mogą nadejść lada chwila i obrócić w pusty śmiech wszelkie nasze przedsięwzięcia i zapatrywania.

Przy ostatecznym braku obiektywnych przesłanek ku czemukolwiek, nasze wybory mogą być dokonywane tylko w świetle wypływających z nas immanentnych wartości. Tak naprawdę absolutnie nie wiemy gdzie jest TUTAJ.



Wszystko = Ostateczna Rzeczywistość

Wszystko = Świat Znany + Świat Nieznany

Wszystko = Świat Poznawalny + Niepoznawalny

Świat Poznawalny = Znany + Jeszcze Niepoznany

Świat Nieznany = Jeszcze Niepoznany + Niepoznawalny

Wszystko = Świat Znany + Świat Jeszcze Niepoznany + Świat Niepoznawalny




*            *            *


JAŹŃ jest częścią WSZELKIEGO ISTNIENIA. Cokolwiek zasadniczo cechuje ISTNIENIE równie zasadniczo cechuje JAŹŃ. Postuluję jedność z tłem. Jestem częścią WSZECHŚWIATA a wszelkie wyizolowanie jest tylko pozorem. Jestem w zasadniczy sposób kompatybilny ze WSZECHBYTEM.

Jaka by nie była jego pierwotna natura, znajduje ona we mnie swe odwzorowanie. Jestem składnikiem CAŁOŚCI. Beze mnie WSZECHŚWIAT byłby niekompletny. Dlatego, aby odnaleźć właściwe mi miejsce, szukam jak najszerszego kontaktu z całą manifestacją BYTU.

*            *            *


Mamy niestety błędną tendencję, aby utożsamiać to, co wyłoniło się z naszych życiowych doświadczeń z CAŁOŚCIĄ BYTU i EGZYSTENCJI. Dla wielu z nas nic więcej nie istnieje.

Z dostępnych nam elementów poznawczych układamy sobie pewną, dającą się przyjąć wersję RZECZYWISTOŚCI a następnie oddajemy się sprawom codziennego życia. Już dłużej w nic nie wnikamy. Naprawdę jednak, posiadamy kontakt jedynie z wąskim wycinkiem CAŁEJ RZECZYWISTOŚCI.

Nawet Ci wśród nas, na których spłynęło błogosławieństwo wyjątkowych zdolności oraz największej zgromadzonej wiedzy, miewają odnośnie CAŁOŚCI co najwyżej fragmentaryczne przebłyski w niesłychanie rzadkich chwilach.

Ludzki umysł może próbować równomiernie namierzyć CAŁOŚĆ, lecz jest mu znacznie łatwiej wybiórczo kierować się na dostępny mu bezpośrednio skrawek BYTU. Bez względu na to, czy widzimy świat bardzo wycinkowo czy panoramicznie, z reguły zapominamy, że tak czy inaczej mamy do czynienia ze skrawkiem i uznajemy świat w naszym zasięgu za CAŁOŚĆ. Jest to oczywiście błędem, który należy korygować świadomością, że WIELKA NIEWIADOMA, jest wiecznie obecnym elementem RZECZYWISTOŚCI.

*            *            *


ZNANY nam ŚWIAT ginie gdzieś w oddali a dalej rozpościera się ŚWIAT NIEZNANY. CAŁOŚĆ to stosunek tych dwóch światów. OSTATECZNA RZECZYWISTOŚĆ wyraża się proporcją tego co znane do tego co nieznane. Ze względów oczywistych, ta proporcja nie może być ustalona.

Można sobie wyobrazić, że ZNANY ŚWIAT to bańka mydlana o pewnym rozmiarze, zawieszona wewnątrz NIEZNANEGO nam ŚWIATA. Gdy empirycznie zdobywamy nową wiedzę, bańka się powiększa i jednocześnie powiększa się jej powierzchnia, czyli granica z WIELKĄ NIEWIADOMĄ. Wraz z przyrostem naszej wiedzy, WIELKA NIEWIADOMA coraz bardziej odsłania przed nami swój ogrom. Cały czas pozostaje w stałym stosunku do osiągniętej już wiedzy, czyli stanowi constans (konstantę).

Bez względu na to jak bardzo zaawansowana okaże się nasza wiedza, nigdy nie da się ustalić czy ZNANY ŚWIAT stanowi być może 99% CAŁOŚCI czy też zaledwie 1%. Porównania do WIELKIEJ NIEWIADOMEJ są jak porównania do nieskończoności lub dzielenie przez zero. Nic z nich nie wynika.

Wiedza osoby A może się okazać 10 lub 20 razy większa od wiedzy osoby B. Jednakże, bez względu na to jak dogłębna bądź ograniczona być może czyjakolwiek wiedza, tak czy inaczej osiągnie ona swój kres we wspólnej WIELKIEJ NIEWIADOMEJ. A więc, zarówno geniusz A jak i idiota B mają obydwaj jednakowe prawo aby wypowiadać się o sprawach ostatecznych i o ABSOLUTNYCH PRAWDACH.

To nasza wspólna niewiedza co do spraw ostatecznych czyni nas prawdziwie równymi.

*            *            *


Naukowe opisy otaczającej nas rzeczywistości, oparte na badaniach dostępnych nam jej fragmentów, wiecznie ulegają zmianom i modyfikacjom. Trzeba je stale uaktualniać, rewidować, a czasem nawet całkowicie odrzucać i zastępować nowymi tezami. Wszystko zależy od aktualnego stanu naszej empirycznej wiedzy.

Nauka nijak nie odnosi się do aspektów rzeczywistości, które nie są w zasięgu naszego wglądu. Dlatego nauka to metoda a nie światopogląd.

Rezultat kultu nauki jest taki, że nabywamy fragmentaryczny światopogląd, domyślnie negujący ogromne połacie Rzeczywistości, bez względu na to, że mogą one w zasadniczy sposób rzutować na nasz byt - czy to lokalnie i czasowo, czy też w kategoriach uniwersalnych.

Bez względu na to jak dalece uda nam się poznać świat empirycznie, nigdy w pełni nie odkryjemy jakie są szersze realia, które poprzedzają i warunkują świat dostępny naszemu poznaniu. Nauka, w najlepszym razie, opisuje fragment rzeczywistości bez osadzenia go w nadającym mu sens kontekście.

Jej autorytet zdaje się jednak sugerować, że kontekst jest nieważny a zawężanie pola zainteresowania to cnota. Domyślny przekaz jest taki: nie interesuj się całością, ale skup na konkrecie. Nie chodzi tu o zrozumienie czegokolwiek, lecz o skuteczną manipulację środowiskiem.

Mając takie podejście, można się stać dobrym fachowcem-specjalistą, zdolnym do wykonywania określonej czynności. Nie zaskutkuje to jednak wszechstronną WIEDZĄ, ani w sensie ogólnym, ani też co do własnego znaczenia w tym najszerszym z kontekstów. Do tego potrzeba filozofii.

Rzeczywistość dostępna nam przez pryzmat nauki jest fragmentaryczna i warunkowa. W zależności od tego, co kryje się w NIEZNANEJ nam części rzeczywistości, radykalnie rozbieżne postawy mogą okazać się uzasadnione.

Nie wiedząc jednak co ostatecznie przeważy, jesteśmy wiecznie bez jakichkolwiek obiektywnych przesłanek aby racjonalnie przyjąć taką czy inną strategię przetrwania. Czas przyznać, że ostatecznie nie posiadamy żadnych obiektywnych narzędzi poznawczych.

*            *            *


Pierwotne warunki dzięki którym istnieć mogą protony, elektrony i fotony, determinują właściwości wszelkich drugorzędnych, bardziej złożonych struktur.

Jeżeli na szczeblu tych wstępnych warunków miałoby dojść do jakichś gruntownych zmian, wówczas cały znany nam świat doznałby dogłębnych przeobrażeń na wszystkich dających się zaobserwować szczeblach organizacji.

Jak stabilne są te podstawowe mikro warunki? Bez względu na to jak wiele wiemy o świecie, nie znamy tego co istnieje poniżej elementarnych cząstek, które obecnie definiujemy jako te najbardziej podstawowe.

Podobnie jest na szczeblu makro. Czyż możemy być czegokolwiek pewni, nie znając najszerszego środowiska w którym zawieszony jest nasz znany wszechświat? Nie wiemy co jest ponad najszerszym kontekstem obecnie postulowanym jako wszechobejmujący czy to przez rygorystyczne dociekania wybitnych naukowców czy też przez nieskrępowaną wyobraźnię popularnych wizjonerów. Jakieś fundamentalne zmiany tam, z pewnością odbiłyby się głośnym echem w naszym świecie.

Choć z definicji nie możemy powiedzieć nic pewnego o tym co jest poza granicą wiedzy, można pokusić się o przypuszczenie, że raczej nie będzie wielkich przemian ani na mikro, ani na makro szczeblu organizacji wszechświata. Atomy, a tym bardziej ich części składowe wykazują daleko posuniętą stabilność, zaś kwazary, galaktyki oraz ewentualne inne, zewnętrzne im struktury podlegają zmianom w skali czasowej tak przeogromnej, że praktycznie możemy uznać je za niezmienne.

Ciekawe więc, że szybkie przeobrażenia i zmiany typują właśnie nasze ludzkie, ziemskie środowisko, zawieszone pomiędzy mikro i makro skrajnościami. Tak czy inaczej, obydwa progi ZAWSZE są z nami jako absolutne granice naszej wiedzy.

*            *            *


Oto istotne pytanie: w jakim stopniu bezpośrednio nas otaczająca warstwa rzeczywistości mówi nam cokolwiek o ostatecznych cechach RZECZYWISTOŚCI, rozumianej jako całość? Czy i jak dalece mała próbka wszechświata, która jest nam dostępna, uzasadnia wyciąganie wniosków na temat jego fundamentalnych własności?

Są to pytania o tyle istotne, że napędem wszelkich naszych poczynań jest powszechne dążenie do przetrwania naszej ludzkiej świadomości w sposób jak najbardziej trwały, czyli w najlepszym wypadku, wiecznie. To zaś wymaga odnalezienia najwłaściwszej strategii przetrwania.

Aby taką odnaleźć, należy wyodrębnić to, co we Wszechświecie najbardziej stabilne i niezmienne, czyli ustosunkować się do RZECZYWISTOŚCI OSTATECZNEJ. Niestety, jak na ironię, najtrwalszą cechą świata zewnętrznego okazuje się właśnie jego niepoznawalność.

Nie mamy bezpośredniego kontaktu z Bogiem. Wiedza pełna, jest nam więc niedostępna. Rzeczy wyobrażalne mogą stanowić zaledwie jakiś drobny ułamek WIELKIEJ NIEWIADOMEJ. W związku z tym, znaczenie NIEWIADOMEJ to niewymierny ABSOLUT. Dlatego nie posiadamy odpowiedzi co do najbardziej podstawowych spraw.

To co naprawdę liczy się w życiu, nie może być ustalone poprzez wnikanie w otaczającą nas rzeczywistość. Zawsze pozostajemy pod wpływem pewnych pierwotnych warunków, które determinują nas odgórnie. Te warunki są po prostu dane. Nie rozumiemy ich i nie posiadamy na nie żadnego wpływu.

Mowa tu na przykład o rzeczach takich jak narodziny, śmierć i inne ograniczenia wynikające z właściwości naszych fizycznych organizmów. Można tu jeszcze dorzucić takie a nie inne właściwości czasu i przestrzeni, energii i materii. Na pewno z naszego punktu widzenia wydają się one bardzo trwałe i elementarne. Ale na ile są one trwałe i powszechne w skali wieczności i nieskończoności?

Szalenie nie chcemy uznać tych odgórnych barier wiedzy, więc tłumaczymy wszystko prawami natury lub porządkiem nadanym światu przez Boga. Nie znosimy istniejącego stanu ambiwalencji więc zagłuszamy go poprzez otępianie zmysłów i oszukiwanie umysłu. Chętnie narzucamy innym nasze uproszczenia i nie martwiąc się o nic zabieramy się za codzienne sprawy- tak jakbyśmy już znali OSTATECZNĄ PRAWDĘ.

Z tym, że każda wersja prawdy jest tylko hipotezą i żadna nie ma podstaw aby pretendować do rangi PRAWDY OSTATECZNEJ. Każda panująca prawda pozostaje na łasce i niełasce czasu, będąc wiecznie warunkowa i w każdej chwili mogąc ulec detronizacji.

Nigdy nie możemy wykluczyć, że ustalenia uznane na danym etapie za obowiązujące nie opierają się na jakichś dotychczas nieznanych czynnikach, które to czynniki, gdy wyjdą na światło dzienne, całkowicie zmienią postać rzeczy.

Z tego też względu, każda wersja całej i ostatecznej prawdy może być wytypowana równie dobrze jak i jej całkowite przeciwieństwo. Obydwie będą opierać się na WIERZE. Na tym właśnie polega cała klątwa względności, a jednocześnie nasza OSTATECZNA WOLNOŚĆ wyboru.

Czyli w końcu nie wiemy nic - a to już coś! NIEWIADOMA jest zmienną o potencjalnie nieskończenie wielkiej wadze, bo może w sposób jak najbardziej dogłębny przeobrazić znaczenie naszego świata.

Choć zupełnie nie znamy ostatecznego stanu wszechświata, możemy niemniej być zawsze pewni co do jednoznacznej wymowy subiektywnych stanów naszej świadomości. Z tego względu, hipotezy o ostatecznym kształcie i wymiarze CAŁOŚCI, mogą okazać się przydatne JEDYNIE w odniesieniu do potrzeb wypływających z tychże wewnętrznych stanów.

Więcej można powiedzieć o wszechbycie poprzez wnikanie w naturę ŚWIADOMOŚCI niż poprzez badania dostępnego nam wycinka obiektywnej rzeczywistości.

*            *            *


Nie wolno nam spojrzeć Bogu w twarz, bo Bóg jest NIEWIADOMĄ. Uświadomienie sobie tego faktu może posłużyć jako punkt wyjściowy dla wyboru odpowiedniej strategii przetrwania.

Uznanie roli jaką odgrywa NIEWIADOMA wyłania konieczność ustosunkowania się do niej. Niestety, nie zawsze jest to zauważalne z zawężonej perspektywy znanego nam Świata, w którym NIEWIADOMA jest z założenia negowana.

W charakterystycznie dwoisty sposób NIEWIADOMA jest doskonałą stabilnością zawierającą nieskończone bogactwo przeróżnych nieobliczalnych możliwości. Choć może się okazać absolutnie WSZYSTKIM, w rzeczy samej jest jednym konkretnym CZYMŚ.

Z definicji, weryfikować można tylko to co jest w zasięgu poznania. Weryfikacja NIEWIADOMEJ jest niemożliwa. Wobec tego, jedyne stwierdzenia, które można zasadnie czynić odnośnie CAŁOŚCI, to te które rozpoznają NIEWIADOMĄ jako czynnik stały, stawiający każdą obiektywną tezę pod znakiem zapytania.

Jedynie te uogólnienia można uznać za światłe, które wykazują zrozumienie jak nieskończenie wielki jest wachlarz możliwości kryjących się w NIEWIADOMEJ, jak drastycznie odległe mogą się okazać zawarte w niej przeciwieństwa, oraz jak absolutnie przypadkowa być musi każda nasza hipoteza na jej temat. Z tymi zastrzeżeniami, mamy prawo zgadywać, ale skąd brać kryteria dla domniemań?

Przy całkowitym braku jakichkolwiek obiektywnych kryteriów, jesteśmy (szczęśliwie) zmuszeni aby określać nasz stosunek do Całości w kategoriach wypływających z nas samych. Bo skąd, na przykład, bierze się uniwersalne ZAŁOŻENIE, że Wszechbyt jest jeden i że jednak ma JAKIŚ dający się określić ostateczny charakter? To przecież odzwierciedlenia podstawowych cech naszej jaźni.

W warunkach pełnego uzmysłowienia niepoznawalności bytu obiektywnego logika ma prawo działać w odwrotnym kierunku: Skoro my sami jesteśmy w JAKIŚ niesprecyzowany sposób wytworem niezgłębionego wszechświata, niepodważalny FAKT naszego świadomego bytu stanowi JEDYNĄ miarodajną przesłankę na temat tego co być może cechuje CAŁOŚĆ.

Ludzkość jest częścią Rzeczywistości nie mniej niż inne jej przejawy. Możemy oczekiwać, że nasza podstawowa natura nie odbiega od tego, co charakteryzuje pozostałą Rzeczywistość - tą znaną czy też nieznaną. Skoro jesteśmy dziećmi WSZECHŚWIATA, musi dla nas istnieć w nim odpowiednie, należne nam miejsce - nam, czyli istotom świadomym.

W podobny sposób możemy przyjąć, że rozciągająca się poza naszym poznaniem rzeczywistość stanowi płynną całość ze znanym nam światem i że obydwa posiadają wspólny fundament. W sumie rzeczywistość jest jedna. Podział na świat zanany i nieznany wynika tylko z ograniczeń ludzkiego poznania. A więc, to co zasadniczo cechuje naszą świadomość nie może kolidować z prawami, które rządzą Całą rzeczywistością.

Taka orientacja jest diametralnie odmienna od tej powszechnie panującej. Nie określamy już siebie samych w kategoriach zewnętrznych, lecz, uznając względność tychże kategorii, określamy RZECZYWISTOŚĆ w kategoriach immanentnych, własnych. Oznacza to, że CZŁOWIEK, a właściwie jego podstawowy atrybut, czyli ŚWIADOMOŚĆ, nie jest już czymś wymiernym i podlegającym odgórnym definicjom, lecz sam staje się absolutną miarą wszechrzeczy. Ludzka świadomość jest więc podstawą dla wszelkiej analogii.

Jedyna WIEDZA to samowiedza a samowiedza to WIARA w spójność z NIEWIADOMĄ. Oto koniec deprymujących nas dogmatów. Oto próg prawdziwego CZŁOWIECZEŃSTWA i wielki krok ku boskości.

*            *            *


Prawdziwy ateista odmawia uznania NIEWIADOMEJ. Nie ufa jej i neguje jej potencjalną doniosłość. Praktycznie rzecz biorąc, przypisuje jej wartość zerową, czyli jedną konkretną, arbitralnie obraną wartość z nieskończenie wielu możliwych. Choć teoretycznie MOŻE mieć rację, nie ma prawa mieć pewności że ją ma - i na tym polega jego błąd.

Ten manewr jednak upraszcza jego świat i pozwala mu skupić się na zabiegach o własne interesy w sferze Świata Poznawalnego. Ponadto, daje mu to wolną rękę dla niczym nie skrępowanych poczynań w otaczającym go świecie. Żadne skrupuły ani obawa o dalsze konsekwencje nie muszą ograniczać jego działań.

Ktoś wychowany w duchu konwencjonalnej religii uznaje, że Świat Znany to jeszcze nie OSTATECZNA RZECZYWISTOŚĆ. W ten sposób już góruje nad ateistą, który nie wnika wcale w to co jest poza poznaniem.

Człowiekiem wierzącym powoduje potrzeba aby poznać OSTATECZNĄ RZECZYWISTOŚĆ, tą której poznać nie może z racji na NIEWIADOMĄ. Ułatwia więc sobie sprawę widząc RZECZYWISTOŚĆ w ramach obowiązujących dogmatów religijnych. Znajduje tu centralne miejsce dla ludzkiego podmiotu i tworzy sobie wizję idealnego świata.

Świadomie lub nie, ktoś taki docenia wagę wysuwania pozytywnych, budujących i pokrzepiających oczekiwań co do NIEWIADOMEJ, takich które okazałyby się istotne z punktu widzenia powszechnych ludzkich tęsknot i potrzeb. Skoro każda interpretacja NIEWIADOMEJ jest dozwolona, można więc przyjąć wersję lansowaną przez panujący dogmat a następnie szukać dla niej potwierdzenia.

Czyli choć wyznawcy wielkich religii uznają konieczność OSTATECZNEJ RZECZYWISTOŚCI, odrzekają się jednak od uznania naszej WIECZNEJ NIEPEWNOŚCI co do jej obiektywnej natury. Innymi słowy oni też, podobnie jak ateiści, przypisują NIEWIADOMEJ pewną konkretną choć arbitralną wartość, a więc nadają jej obiektywną postać, ku czemu nie mają jednak podstaw.

*            *            *


Ironia losu polega na tym, że dla każdej ludzkiej istoty byt jest odgórnie ograniczony do jej indywidualnego, subiektywnego poznania. A jednak, suma wszystkich przejawów bytu najwyraźniej wskazuje na jego istnienie również poza naszym indywidualnym poznaniem. Dojrzała i rozwinięta świadomość posiada poczucie własnej niekompletności i wie, że świat rzeczy znanych opiera się o świat rzeczy nieznanych.

Jeśli powstrzymamy się od wygodnych uproszczeń, dzięki którym chcielibyśmy pominąć całą gamę przejawów SZERSZEJ RZECZYWISTOŚCI, wówczas musimy przyznać, że wszystko to co jest znane nie składa się jeszcze na pełną, samoistną i ostateczną CAŁOŚĆ. Podstawowe pytania nadal nam towarzyszą i pozostają bez odpowiedzi. Nasza wiedza jest zawsze wiedzą skończoną, podczas gdy rzeczywistość zdaje się być nieskończona.

Nie bez znaczenia jest fakt, że za pośrednictwem różnych ideologii, religii, filozofii czy też empirycznie podpartych tez naukowych, ludzkość stale próbuje odkryć jedną, wewnętrznie spójną interpretację CAŁEJ, wszechobejmującej RZECZYWISTOŚCI. Jak dotychczas, Jednolita Teoria Wszystkich Oddziaływań nadal wymyka się naukowcom. A jednak, na różne sposoby, wszyscy usiłujemy odnaleźć ten jeden klucz, który wyjaśni nam zupełnie wszystko.

Gdzieś głęboko w naszych psychikach jest osadzone powszechne przeświadczenie, że RZECZYWISTOŚĆ posiada jednak ostateczny charakter i że ten charakter jest poznawalny. Znamienny jest również fakt, że bez względu na swój uniwersalny zasięg, owe przeświadczenie nie posiada ani krzty potwierdzenia empirycznego w otaczającym nas ŚWIECIE OBIEKTYWNYM. Musi więc ono wypływać z samej natury ludzkiej świadomości.

Odczuwamy dotkliwie brak kompletności ale skąd sama potrzeba spójnej i kompletnej całości? Pragniemy odnaleźć nasze miejsce w otaczającym nas kontekście, ale skąd założenie że ono powinno istnieć? Obiektywnych przesłanek brak. To więc głos wywodzący się z naszego subiektywnego wnętrza. Jednakże, przypisywanie konkretnych cech wszystkiemu temu, co z definicji nie może być ustalone, jest chybionym sposobem realizacji takich potrzeb. Prowadzi to do czczenia idoli i toruje drogę dla nieskończenie wielu konfliktów na tle światopoglądowych oraz wyznaniowych różnic.

Znacznie lepiej byłoby powstrzymać się od przypisywania NIEWIADOMEJ jakiejkolwiek formy obiektywnej. Aby określić relację pomiędzy nami a wszystkim TYM, co pozostaje poza naszymi zmysłami i intelektem należy uznać NIEWIADOMĄ za uosobienie najwyższej abstrakcji - posiadającą tylko subiektywną treść (esencję). Ta wolna od formy treść jest dopiero źródłem z którego powstają wszelkie wtórne byty, znane i nieznane.

Jeśli zdobędziemy się na akt wiary, by pokładać wszystkie nadzieje i bezgraniczną ufność w POJĘCIU pozbawionym jakiejkolwiek formy, lecz symbolicznie reprezentującym pierwotną oraz wieczną ESENCJĘ, sprawczą w odniesieniu do wszelkich powstających i rozpadających się form, wówczas nasze zniewolone umysły odrzucą przygniatającą nas tyranię błędnego zrozumienia istoty własnej tożsamości. Nie będziemy wtedy już dłużej hołdować deprymującemu nas założeniu o pierwotności materii nad duchem. Nie będziemy wymagać, aby materialna substancja musiała służyć jako nośnik dla subiektywnych doznań które stanowią naszą ŚWIADOMOŚĆ. Oto sposób na wyzwolenie i religia prawdziwego oświecenia.



[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]

Po angielsku

 
Copyright © 1997 - 2017 by Andrzej Wodzianicki
Email us at aw@cmncore.org