[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]


DOZNANIE CZY INTERPRETACJA?


Jeśli chodzi o świat zewnętrzny, wszystko to co jesteśmy w stanie ustalić pozostaje jakby zawieszone w szerszym kontekście, o którym nie mamy pojęcia.  Dlatego nie wiemy na czym opierają się dostępne nam realia.  Prawa natury które uznajemy za niezmienne, sama struktura czasoprzestrzeni i energio-materii, wszystko to jest jak gdyby nam dane a priori i pozostaje warunkowe. 

Znaczenie czegokolwiek zależy od kontekstu a jeśli kontekst jest niewiadomą to nawet to co najtrwalsze, może okazać się nieskończenie nieobliczalne.  W zależności od tego co kryje się w nieznanej i niedostępnej nam części wszechświata, wszystko co dotyczy znanego nam jego skrawka może ukazać się nam w radykalnie innym świetle.  Nic więc z gruntu nie jest pewne.

Bez względu na to jak dalece posuwa się wiedza, zawsze istnieje jej granica.  Co jest poza wszystkimi znanymi nam galaktykami?  Z czego składają się kwarki i struny?  To co wiemy w jakimkolwiek danym czasie służy nam jedynie chwilowo i na potrzeby lokalne.  O CAŁOŚCI nie wiemy zaś absolutnie nic.  Nie wolno nam zatem wygłaszać ostatecznych prawd.

Nauka może się zadowolić wiedzą na potrzeby doraźne.  Filozofia jednak musi sięgnąć po wiedzę o wymowie ostatecznej.  Lecz od czego zaczynać?  Gdy spoglądamy na otaczający nas świat, widzimy tylko łańcuch przyczyn i skutków, który wyłania się z otchłani i zapada gdzieś w otchłań.  Co więc przyjąć za podstawę?  Można mniemać, że świat opiera się na barkach Atlasa i budować na tej bazie.  Albo można też stwierdzić, że konflikt przeciwieństw jest motorem wszelkich przeobrażeń w świecie materii i zaczynać z tego końca.  Jest mnóstwo dowolnych wejść a każde z nich wytworzy inną rzeczywistość.

Jak więc uniknąć tej śliskiej dowolności co do podstawowych założeń?  Skoro świat obiektywny nie jest w stanie w żaden sposób tu dopomóc, filozofia powinna pozostawić go nauce, sama zaś zająć się człowiekiem. 

 Aby nie być czystą spekulacją, opartą na jednym  przypadkowym z nieskończenie wielu nie podlegających weryfikacji założeń, filozofia musi odnaleźć punkt wyjściowy będący absolutnym pewnikiem.  Tym podstawowym punktem powinien być obrany właśnie świadomy ludzki podmiot.

 To właśnie ŚWIADOMOŚĆ cały czas jest domyślną, choć nie UŚWIADOMIONĄ wartością stałą, w odniesieniu do której usiłujemy oceniać Świat obiektywny.

 Rzeczywistość może być określana jedynie jako STOSUNEK pomiędzy ludzkim podmiotem a otaczającym go wszechświatem. Oznacza to, że za wstęp do filozofii należy przyjąć introspekcję i analizę samego siebie.

 Najpierw muszę wyciszyć umysł i pozbyć się całego balastu bezwiednie przyswojonych sugestii.  Dopiero wówczas mogę odnaleźć pewniki poprzedzające wszelką interpretację. To właśnie podstawowe właściwości mojej psychiki nadają światu jego wyraz i znaczenie.  A więc, zaczynam od ŚWIADOMOŚCI.

Cały szkopuł w tym, że w świetle zasugerowanego nam materializmu, programowo pomija się podmiot i usiłuje przedstawić już tylko sam przedmiot.  Wszelkie tezy wygłasza się bezosobowo.  Zakrawa to na oczywisty absurd, bo poznanie jest przecież relacją.  Każdy kij musi mieć dwa końce. U podnóża naszych współczesnych schematów myślowych kryją się błędne założenia, które deprymują nas poprzez negowanie subiektywnej istoty człowieka.

Opisując świat zewnętrzny posługujemy się atomami czy też kwarkami. Przeprowadzamy w tym celu analizę ilościową.  Za pomocą przyrządów dokonujemy pomiarów, które interpretujemy matematycznie.  Rezultaty osiągamy więc pośrednio, a opis cierpi na braku związku z opisującym.

Natomiast opisując egzystencję człowieka, czyli istotę ludzkiego bytu, używamy subiektywnych odczuć jako podstawowych elementów składowych.  Tu wystarcza bezpośrednia analiza jakościowa.  Rezultatem jest wewnętrzna hierarchia wartości.

Świat można zredukować do atomów, ale relację Człowiek-Świat należy wyrażać w kategoriach ludzkich.  Koniec końców, humanizmu nie da się ożenić z materializmem.

Dla każdego z nas najistotniejsze są przecież doznania doraźne. To one właśnie stanowią trzon naszej świadomej egzystencji.  Jak je interpretujemy, to już tylko rzecz wtórna.

Sednem życia jest zdolność aby pragnąć, cierpieć, cieszyć się, odczuwać piękno i odbierać całą gamę wewnętrznych wrażeń wynikających z kontaktu ze światem.  Otoczka myślenia też wchodzi w jej skład, jednakże sama w sobie jest neutralna.  Nasze koncepcje stają się istotne o ile odnoszą się do bardziej podstawowych odczuć.

Właściwą rolą intelektu jest odpowiedzialne służenie pobudkom zmysłowym i emocjonalnym. Myśl racjonalna oraz intelekt bez odniesień do dążeń nie mają najmniejszej racji bytu.  A dążenia to przecież wyraz emocjonalnych i zmysłowych potrzeb.  Nawet te 'wyższe', choć bardziej pośrednio.  W ostateczności chodzi o szczęście, czyli o rzecz 100%-wo subiektywną.

'Myślę, więc jestem' odstawiamy więc do lamusa i zastępujemy je maksymą 'czuję więc jestem'.  Nie oznacza to oczywiście, że detronizujemy myślenie jako takie.  Po prostu prawidłowo rozróżniamy co tu pierwotne a co wtórne.



[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]
 
Copyright © 1997 - 2017 by Andrzej Wodzianicki
Email us at aw@cmncore.org