2010-2014
[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]


JEDNI I DRUDZY

10 maja, 2011

 

Dla jednych własna świadomość jest oczywistym tłem oraz warunkiem dla wszelkich przejawiających się w niej wtórnych bytów. Poznanie wobec tego to wykładnik podstawowej natury świata, a świat to relacja poznawcza zawierająca intencjonalność oraz duchowość jako wymiar doznań świadomych o przebogatej wymowie. Wierzą więc oni w Boga, czyli w pierwotną naturę rzeczywistości, będącą na nasz obraz i podobieństwo uniwersalną świadomością wszechbytu.

Dla drugich zaś, świat to byty obiektywne, a więc ślepe siły przyrody oraz pełna przypadkowość. Wobec tego oni sami to obiekty wtórne i nietrwałe, powstałe jako pewien skutek uboczny zachodzących w świecie fizycznych procesów. Świadomość jako taka nie jest więc uznawana przez nich za byt niezależny. Co więcej, jest ona implicytnie negowana, jako wyjątek nie pasujący do mechanistycznej struktury rzeczywistości. Jedynie treści przejawiające się poprzez świadomość są uznawane za potwierdzalne fakty, stanowiące rzeczywistość obiektywną. Drudzy więc wierzą w chaos i nicość, czyli w pierwotny bezład.

Pozostający w zasięgu naszych zmysłów, dostępny nam przejaw lokalnej rzeczywistości posiada naturę dualistyczną, czyli mnogie przesłanki potencjalnie potwierdzające zarówno wizję pierwszych jak i drugich.

W zależności od poczynionych odgórnie założeń można wybiórczo dostrzegać takie a nie inne aspekty rzeczywistości, pogłębiając w ten sposób wstępnie powzięte przekonania. Nic rozstrzygającego jednak nie wynika z naszego wglądu w dostępny naszemu poznaniu fragmentaryczny wymiar lokalny.

Na przykład, w konsekwentny sposób słońce wschodzi na wschodzie a zachodzi na zachodzie. Ta korelacja to niezaprzeczalny fakt, potwierdzany na co dzień empirycznie. Nie wynika z tego jednak, że słońce powstało w skutek czyichś zaplanowanych działań sprawczych, ani też że jest ono wynikiem pewnych samoistnie powstałych przypadkowych procesów. Ono jest bo jest - a domysły na jego temat to tylko domysły.

Gdybyśmy natomiast w pewien rewelacyjny sposób byli w stanie kiedyś ustalić że np. słońce (i nie tylko) zaplanował oraz genialnie stworzył pewien wielki "ktoś", wówczas pytanie o zasadniczą naturę bytu zostałoby zaledwie przesunięte o jeden szczebel głębiej, do owego kogoś. Nadal nie byłoby rzeczą wiadomą, czy ów stwórca sam powstał przypadkowo w pewnym szerszym wymiarze z nicości, czy też być może został stworzony przez jakiegoś jeszcze bardziej nadrzędnego stwórcę.

Podobnie, jeśli kiedyś ustalimy z całą pewnością, że słońce to wynik pewnych jasnych i zrozumiałych, kosmiczno-astronomiczno-fizycznych procesów, to wcale nie będzie z tego wynikać, że prawa oraz wstępne realia warunkujące owe ślepe procesy nie zostały jednak świadomie i celowo stworzone przez pewną inteligentną istotę z jeszcze szerszego wymiaru.

Tak więc najwnikliwsze nawet empirie o niczym ostatecznym nie przesądzają. Dalsze wymiary zawsze mogą przekreślić wszelkie poczynione jak dotychczas ustalenia. Dualizm jest co do nas wieczny i odwieczny a jak jest "naprawdę" w wymiarze najszerszym, tego absolutnie nikt nie wie - bo nikt wiedzieć o tym nie może.

Dlatego piętnuję raz po raz tutejszych manipulantów, którzy implikują że jest rzekomo tak a tak, powołując się na naukę. Pragną nam wpoić przekonanie, że przyswajając przez szereg lat naukowe arkana oraz wymyślną terminologię, stają się autorytatywni co do kwestii ponad-empirycznych.

Dają nam pośrednio do zrozumienia, że w imię cytowanych przez nich naukowych (naukowatych!) argumentów, istnieć ma prawo już tylko nihilistyczny i redukcjonistyczny światek.

Identycznie czynią pewni kreacjoniści, którzy też powołują się na naukowe wywody aby sugerować coś wręcz odwrotnego, mianowicie że są empiryczne podstawy dla ich wizji oraz dla biblijnych dogmatów.

Wynikają z tego perfidne konsekwencje, bo przeciętni śmiertelnicy uznają dziś naukowców za wielkich kapłanów a naukę za kult lub obowiązującą religię. Dlatego też łatwo jest im zasugerować, że kwestie dotyczące zarówno pierwotnych jak i ostatecznych prawd zostaną rozstrzygnięte i ogłoszone wszem i wobec poprzez kompetentnych, wszechwiedzących naukowych ekspertów.

Pomijając już wyżej wymienione uniemożliwiające takie ustalenia konsekwencje dualizmu, nauka jest obecnie na tyle rozwinięta i zaawansowana, że nikt nie jest w stanie posiąść jej w całości. Nie starczyłoby po prostu życia aby przyswoić sobie jej rozliczne, rozczłonkowane oraz wiecznie zmienne treści. Prawdziwi naukowcy wobec tego to specjaliści od wąskich dziedzin, bez najmniejszej zdolności aby zintegrować ogromną choć fragmentaryczną wiedzę i umieścić ją w jednym spójnym kontekście. Dlatego zupełnie nie należy spodziewać się od nich odpowiedzi co do zasadniczych pytań filozoficznych.

I tu właśnie wkracza w grę naukowatość, a więc powołujące się na majestat nauki ideologiczne doktryny, lansujące interesy utajonych elit.

W imię dobra społecznego marksiści wymordowali grube miliony, tłumacząc się nauką i racjonalizmem, zaś w imię dobra planety globaliści będą już niebawem mordować grube miliardy, też w oparciu o rzekome racje naukowe.

Nie dajmy się więc nabrać na naukowatość. Wszystkie argumenty tego typu niechaj idą do lamusa. Czy zechcesz uznać się za integralną część wszechbytu czy też za jej wynaturzoną i samo-zanegowaną aberrację to już kwestia twoich wrodzonych tendencji a nie żadnych empirycznych przesłanek.

 



[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]

 

Copyright © 1997 - 2017 by Andrzej Wodzianicki
Refleksje i komentarze prosimy przesyłać tu: aw@cmncore.org