2010-2014
[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]


ESENCJA CZY FORMA?

29 stycznia, 2010

 

Wszechbyt to wielowymiarowe spektrum, które można ujmować na nieskończenie wiele różnych sposobów. Każdy konkretny sposób jest potencjalnie stosowny co do pewnych aspektów, ale żaden nie jest w pełni wyczerpujący. Najstosowniejszy jednak jest ten, który abstrakcyjnie uwzględnia najszerszy, najogólniejszy i najtrwalszy zakres wszechbytu, w ramach ludzkiego poznania. Nasze bezpośrednie doznania dotyczą pewnych konkretnych form wszechbytu, zaś nasze najistotniejsze wnioski dotyczą jego najbardziej esencjonalnej podstawy. Wygląda to mniej więcej tak:

 

- esencja to abstrakcja, zaś formy to konkrety;

- esencja jest jedna, zaś formy są niezliczone;

- esencja jest pierwotna, zaś formy to jej wtórne wyrazy

- esencja jest wieczna, zaś formy są nietrwałe,

- esencja jest niezniszczalna, zaś formy powstają i ulegają rozpadowi;

- esencja jest stabilna, zaś formy są dynamiczne i nieustannie ewoluują;

- esencja to baza, zaś formy to nadbudowa;

- esencja to wewnętrzne jądro, zaś formy to powierzchowność;

- esencja to fizyczna pustka, zaś formy to materia;

- esencja to przyczyna, zaś formy to skutki;

- esencja to uniwersalny nośnik, zaś formy to konkretne treści;

- esencja to pełna potencjalność, zaś formy to skończone manifestacje;

- esencja to podmiot i świadomość, zaś formy to przedmioty i obiekty.

 

Ludzki umysł w naszej współczesnej cywilizacji jest umysłem upadłym. Jest skierowany ku formom i domyślnie usiłuje przypisać im esencjonalne właściwości. Zaś esencji jako takiej, nie dostrzega.

Choć empirie wskazują, że większość przejawów bytu podlega na przestrzeni czasu kolejnym zmianom, to jednak człowiek stale przypisuje trwałość otaczającym go konkretom - i popada w rozterkę gdy okazuje się, że jednak było to nieuzasadnione. Powszechnie uznajemy, że musi istnieć pewna trwała stabilność, z tym że przypisujemy ją błędnie lokalnemu otoczeniu a nie ostatecznemu wymiarowi. Stanowimy więc lokalnie siłę konserwatywną. Stawiamy opór naturalnym procesom.

Widząc krzesło mówimy: 'krzesło', zapominając, że to po prostu pewna konfiguracja atomów. Za pięćdziesiąt lub pięćset lat tego krzesła już nie będzie, lecz jego atomy będą nadal istnieć, choć rozproszone i występujące w innych konfiguracjach. No a jeśli nawet za ileś tam trylionów lat ogólne warunki kosmologiczne ulegną radykalnym zmianom i atomy również przestaną istnieć, to jednak ich bardziej esencjonalne części składowe pozostaną na pewnym szczeblu nienaruszone, takie same jak były.

Człowiek przypisuje byty formom na podstawie wyróżniających je łączności. Dzięki temu, w naszych umysłach istnieją błędne pojęcia co do złożonych struktur, zaś to co podstawowe i uniwersalne nie jest typowo uznawane. Wyolbrzymiamy więc różnice i pomijamy cechy wspólne.

A co najśmieszniejsze, w ten sam sposób podchodzimy do nas samych. Nietrwałe i powierzchowne cechy uznajemy za wykładnik naszej tożsamości. Dzieje się to w ten sposób: "jestem pokrętnym mądrulą, wycwanionym oportunistą, jestem tłustym, zachłannym żarłokiem, jestem rozczulająco tępym pijaczkiem, jestem wykolejonym pedałem i obsesyjnym gadułą, jestem prowincjonalnym ignorantem o kurzym móżdżku, jestem beznadziejnie ponurym psychopatą, itd" - myśli tak sobie jeden z drugim, a następnie próbuje leczyć kompleksy, przekrzykując innych i podkreślając swoją unikalność oraz indywidualność.

Tymczasem, to czym jesteś naprawdę jest na tyle abstrakcyjne, że nie wymaga żadnych definicji. W istocie rzeczy, definicje to nic innego jak ograniczenia, które sam sobie narzucasz jeśli je akceptujesz. Tak naprawdę to jesteś dokładnie tym samym co każdy inny - odrobiną tej samej poznawczej esencji, zdolnej do pełnej realizacji wszechstronnego potencjału na przestrzeni wieczności.

Naucz się więc identyfikować z własną esencjonalną istotą - z czystą, samoistną świadomością, ponad wszelkimi wtórnie przypisanymi jej cechami. Na tym polega pełnia samorealizacji. A jeśliś podupadły, to identyfikujesz się z treściami, które chwilowo przejawiają ci się w świadomości, a nie z nią samą. I w ten sposób w niepotrzebne popadasz w uzależnienia.

 



[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]

 

Copyright © 1997 - 2017 by Andrzej Wodzianicki
Refleksje i komentarze prosimy przesyłać tu: aw@cmncore.org