2004-2009
[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]


KOLEKTYWNY SOLIPSYZM - O CO CHODZIŁO

 

W nadmiarze słów ginie sens, więc oto próba ujęcia syntetycznego: chodzi po prostu o to, aby widzieć świat własnymi oczyma. I również o to, aby widzieć go w jak najszerszych ramach, oraz aby ustosunkować się do niego jak najwłaściwiej.

Chodzi też o to, aby wszystko móc ocenić, ustalić hierarchię wartości oraz uznać co najważniejsze. Pomijając te rzeczy, filozofia właściwie nie ma sensu.

W tym celu, ludzki podmiot musi być na centralnym miejscu przy opisie rzeczywistości. Jeśli dopuścimy światopogląd, gdzie człowiek staje się drugorzędny w stosunku do czegoś tam co zostaje uznane za bardziej rzeczywiste, wówczas filozofia nam nie służy lecz wręcz szkodzi.

To co zalecam jest całkiem proste. Nauczmy się odróżniać źródłowe empiria od ich wtórnych interpretacji. Owe empiria to uczucia/odczucia, doznania bezpośrednie i jednoznaczne w swojej wymowie. Interpretacje zaś to mnogie sposoby, na które organizujemy pierwotne empiria, aby nadać im sens w świecie pojęć.

W empiria, czyli w doznania pierwotne, należy się wsłuchiwać. To głos naszej natury, głos kosmosu, wszechbytu czy też Boga. Tam odnajdujemy nasze wartości, motywacje, siły witalne oraz ukierunkowanie ku pełnemu szczęściu i ogólnej harmonii.

Na ich podstawie oraz w opartych o nie kategoriach należy następnie budować interpretację świata. Interpretacja powinna być własna, z uwzględnieniem własnych empirii, bo tylko one stanowią nasze dane pierwotne i są poza wszelkim dualizmem. Interpretacja rzeczywistości, zarówno zbiorowa jak i indywidualna, nigdy nie będzie pełna, skończona ani ostatecznie słuszna. Z konieczności, zawsze będzie tylko fragmentem, konstruowanym z konkretnego punktu w czasie i przestrzeni.

Jednakże, jeśli będziemy budować ją rzetelnie i samodzielnie, to wyłoni się nam w końcu zintegrowany obraz świata, pełen sensu i istotnych znaczeń.

Kryterium jakiego należy tu użyć to indywidualne kryterium. Nikt nie ma monopolu na "właściwą" interpretację rzeczywistości. Każda interpretacja to hipoteza oparta na pewnych, często nieuświadomionych założeniach.

Diametralnie odmienne interpretacje, oparte o przeciwstawne założenia, mogą być swobodnie postulowane, z tym, że oczywiście będą nadawać zupełnie inny sens rzeczywistości.

Niektóre mogą się okazać bardziej przydatne w pewnych praktycznych celach, co wcale nie przesądza o ich ostatecznej słuszności. Na przykład, ktoś może posiadać lepszą metodę obierania ziemniaków, ale to jeszcze nie powód aby przyjąć jego ogólny światopogląd.

Wytworzenie własnej interpretacji wymaga czasu i wysiłku. W obecnych warunkach cywilizacyjnych jest to rzeczą trudną do osiągnięcia.

Rodzice, nauczyciele, księża, profesorowie, naukowcy, prasa oraz guru wszelkich maści, stale usiłują wchodzić pomiędzy nas aby dominować rzeczywistość i definiować nasz świat. Wtórują im przeróżni demagodzy i specjaliści od wspólnych, kolektywnie narzuconych światopoglądów.

W dużym stopniu przystajemy na to i pozwalamy aby nasz światopogląd zawierał elementy obce, przyjęte na wiarę i nie wywodzące się z naszych własnych podstawowych odczuć (wewnętrznych empirii).

Tak jest po prostu dużo łatwiej społecznie, a szczególnie jeśli nasza zdolność aby przywiązywać wagę od empirii została otępiona w ramach procesu socjalizacji.

Wówczas przestajemy widzieć świat własnymi oczyma i identyfikować się z własną świadomością. Zasadniczy byt przypisujemy czemuś innemu, istniejącemu poza nami. To zaś stanowi o upadku.

Czyż oznacza to, że inni nie mogą wzbogacić naszego świata poprzez własne spostrzeżenia oraz przekazywanie nam wiedzy i doświadczeń pokoleń?

Oczywiście że mogą, ale nie powinno to mieć miejsca poprzez odgórną indoktrynację. A ma. Na ogół ma, niestety. Człowiek powinien sięgać po dalszą wiedzę dopiero wówczas, gdy odczuje jej głód, po zintegrowaniu i gruntownym przyswojeniu jej poprzedniej porcji.

Taka integracja oznacza odnalezienie związku pomiędzy nową wiedzą a źródłowymi empiriami, co pozwala na autentyczne, indywidualne ustosunkowanie się do zaczerpniętej wiedzy. Tego ogólnie brak.

Istnieją interpretacje rzeczywistości, które są szczególnie deprymujące dla naszej podmiotowości. Każą nam szukać podwalin rzeczywistości nie w naszych pierwotnych empiriach, lecz gdzieś poza nimi.

Umiejmy je odrzucić. Jeśli dana teoria tłumaczy nam nasze empiria jako funkcję czegoś tam - na przykład jako pochodną jakichś ponoć bardziej zasadniczych procesów obiektywnych, to stanowi ona cios wymierzony w naszą podmiotowość.

Interpretacje mogą być mnogie i dowolne. Choć po latach myślenia w kategoriach danej interpretacji uznajemy ją za niepodważalną prawdę, to jednak całkiem odmienna interpretacja też jest możliwa - i w odpowiednich warunkach mogłaby funkcjonować równie zadowalająco, jeśli nie lepiej.

Interpretacje można tworzyć w dowolnym miejscu, w oparciu o dowolne aksjomaty. Czemu więc nie posłużyć się w tym celu bezpośrednimi empiriami jako punktem wyjścia, a nie wtórnie głoszonymi dogmatami? Z czym powinien człowiek identyfikować swoje człowieczeństwo: z sednem własnej świadomości, czy też z paznokciem u nogi?

O tym właśnie był wątek o solipsyzmie kolektywnym. Jak bazować światopogląd na własnych doznaniach źródłowych, a nie na przekazach przeróżnych pseudo-autorytetów.

 



[Home]  [Poprzednia]  [Piętro wyżej]  [Następna]

 

Copyright © 1997 - 2018 by Andrzej Wodzianicki
Refleksje i komentarze prosimy przesyłać tu: aw@cmncore.org